Podejrzewam, że jak co roku ukazała się masa tekstów zachwycająca się polskim konserwatyzmem , który wylewa się z gorsetu politycznej poprawności niczym tłuszcz podpasionej guwernantki, przy takich okazjach, jak wspomnienie Wszystkich Wiernych Zmarłych, czy Boże Narodzenie. 

Już jednak de Oliveira przestrzegał przed ufaniem ludziom, którzy są przywiązani jedynie do zewnętrznych oznak tradycji. A tak właśnie mają Polacy: śpiewają kolędy, łamią się opłatkiem, idą na pasterkę, po czym popierają in vitro (tu sobie pozwolę na rozbudowaną dygresję – głównym argumentem za, ze strony pseudo-katolików popierających tę metodę, było wskazywanie, że z embrionów można hodować narządy, etc., a tu nagle okazało się, że można to robić też ze skóry na tyłku...), plują na księży, masturbują się i mieszkają na kocią łapę.
 
Idealnym przykładem stanu duszy przeciętnego Polaka jest ramówka RMF FM – przez Święta wypełniona nagraniami najpiękniejszych kolęd, dzień po nich zamienia się w zwyczajowy pozlepianiec w frankensteinowskim stylu pełny tępych przyśpiewek w wykonaniu szczytujących transwestytów o głosach modulowanych komputerowo (już Sztuczna Inteligencja z ,,Odysei Kosmicznej” brzmi lepiej...).
 
Potem z ,,Faktów” (obowiązkowo co pół godziny) dowiaduję się, że nie będzie obiecanych kilometrów dróg, dopadną nas kolejne podwyżki oraz czeka nas rozbudowa administracji publicznej. Gdzieś w Internecie obejrzę sobie filmik, czy doczytam artykuł wieszczący zbliżającą się wielkimi krokami inflację i, jak tak wczoraj rozmawialiśmy z Fawksem, pomodlę wieczorem o rychłe nadejście niemieckiego imperium, które nas wyzwoli z tych okowów debilizmu.
 
Bo w Niemczech mają prawdziwych polityków, prawdziwe państwo, prawdziwą kulturę i jeśli mam skończyć w proto-orwellowskiej rzeczywistości pasożytniczej klasy politycznej rodem z PRL, w którą przeistaczają się realia większości krajów europejskich to skoro nie mogę żyć w Wielkiej Brytanii, która jako tako się reformuje, to wolę znaleźć się pod skrzydłami germańskich braci, wędrujących jakby mimo samych siebie w stronę imperium obejmującego swoim zasięgiem większość kontynentu. O tak, Niemcy mają teraz dziejową misję.
  
Polacy mieli wielką historyczną szansę i strasznie ją spieprzyli. Konkretniejszą analizę popełnię w ciągu najbliższych kilkunastu godzin.
 
Guy
 
P.S. Fawkes przeżywa okres załamania i pewnie dopiero za jakieś cztery i pół miesiąca zainteresuje się polityką, teraz uczy się grać na pianinie i chyba podrywa moją lepszą połowę. Bogu dzięki, że chociaż Świąt z nim nie spędzałem, ale na Sylwestra idziemy już w jedno miejsce.

P.P.S. Ten optymistyczny akcent celowo wrzucam po Bożym Narodzeniu – nie chciałem Wam psuć nastroju.