Wyniki wyborów samorządowych w Krakowie nie były dla mnie czymś zaskakującym, wręcz przeciwnie – spodziewałem się takiego obrotu spraw i ostrzegałem przed nadmiernym optymizmem. Andrzej Duda – naprawdę fajny facet, dalece odbiegający od dominującego w mediach stereotypu „ponurego pisowca”, pokazał się z dobrej strony, ale etykietka z napisem – człowiek Kaczyńskiego – zrobiła swoje. Nie mam jednocześnie wątpliwości, że gdyby Kracik startował pod szyldem PiSu, a Duda pod szyldem PO – II tura należałaby do tego ostatniego, znowu bowiem głosowaliśmy nie „za” kimś, a „przeciw” komuś.
Trudno, reguły demokracji są nieubłagane, należy przełknąć porażkę i zastanowić się co dalej, szczególnie że media wciąż spekulują komu głosy „przekaże” Duda. Powyższe spekulacje są zresztą o tyle zabawne, że najprawdopodobniej nie przekaże nikomu wychodząc z prostego założenia, że wizerunkowo tylko by na tym stracił.
Udzielając poparcia Kracikowi, Andrzej Duda naraziłby się na gniew warszawskiej „centrali” (nie mówiąc już o tym, że Kracik nigdy by Dudzie głosów nie przekazał), z kolei wspierając Majchrowskiego wywołałby niemały dysonans poznawczy u swoich wyborców. Najlepszym rozwiązaniem jest więc milczenie, z tym że…
Czego nie wolno uczynić kandydatowi na Prezydenta Krakowa, wolno uczynić skromnemu „publicyście”, a ja osobiście z bólem serca przychylam się do głosowania w II turze najbliższych wyborów na Jacka Majchrowskiego, który jest już „sprawdzonym” niebezpieczeństwem i wiadomo co spieprzy w najbliższy latach. Kracik jest zaś dla mnie całkowitą tajemnicą i niebezpieczeństwem „niesprawdzonym”. Za poparciem Majchrowskiego przemawia też fakt, że rządząca miastem koalicja PO-PSL będzie musiała (z wzajemnością) patrzeć Majchrowskiemu na ręce, podczas gdy wybór Kracika oddawałby całą władzę w ręce Platformy.
Oczywiście każdy zagłosuje tak jak każe mu serce i rozum (oby, bo w I turze tego drugiego wyraźnie zabrakło), ale zważcie Państwo – lepiej, aby żaden z „potworów” wiszących nad miastem nie zdobył wyraźnej przewagi.
Fawkes


