Przyznam, że to miało być prowokacyjne. Bo wygraną w tym wypadku będzie bardzo dobry wynik wyborczy. Mało kto wierzy już w siłę przegłosowania przez sam elektorat PiSowski wyborców Platformy, bez sięgnięcia do znanego już z czasów Rewolucji Francuskiej "bagna".

Powiem wam jednak, szczerze, że z otaczającej mnie rzeczywistości wyborczej rozumiem, coraz mniej, bo staje się ona, coraz mniej racjonalna. Mam jednak cichą nadzieję, że do pewnego stopnia pojmuję jeszcze sytuację w rodzinnym Krakowie i na jej przykładzie postaram się wyłożyć, co w trawie piszczy.  
 
Dzisiejszy nagłówek ,,Wybiórczej” w kioskach Grodu Kraka grzmi: ,,PO bierze duże miasta, w Krakowie druga tura Kracik-Majchrowski”. I zastanawiam się, jakie są powody dla odejścia od wiecznego darcia się o PiSowskim zagrożeniu. Czyżby GW popadło już w samozadowolenie? Przecież mobilizowanie elektoratu strachem było głównym narzędziem walki z Jarosławem Kaczyńskim już od 2007 roku. Spuszczenie z tonu zawsze powodowało porażkę, bo ludzie stwierdzali, że jak zwycięstwo jest pewne to oni się na wybory z domu nie ruszą.  
 
Z drugiej strony to może być forma terapii. Linia frontu coraz bliżej stolicy, ale ta wciąż się bawi, można by powiedzieć metaforycznie! Mniej znane sondaże (bo nie pokazują ich w TVN), których wcale nie robiono na zlecenie kandydata PiS mówią, że proporcje wyglądają następująco: Majchrowski, potem Duda i dopiero (ze sporą stratą) Kracik. Mam swoje powody sądzić, że Kracik rozgrywa kampanię w bardzo mało przemyślany sposób w porównaniu z Dudą. Chętnie zresztą się tymi spostrzeżeniami podzielę w poniedziałkowy wieczór, ale z oczywistych względów zachowam teraz te informacje dla siebie. Natomiast w drugiej turze między Majchrowskim, a Dudą, cóż, ze względu na różnicę wiekową chociażby wszystko się może zdarzyć.  
 
Dochodząc jednak do wniosków (ach ta makiaweliczna metoda indukcyjna): PO już otwierając szampana nie docenia siły mobilizacji PiSowskiego elektoratu. Chociaż z drugiej strony wyborcy Platformy też zasadniczo potrafili się ostatnio zmobilizować. Ale pamiętajmy: to są wybory samorządowe, a w tym kraju, jak komuś bardzo nie zależy to nie pójdzie głosować, a zazwyczaj bardziej zależy tym z PiSu. Może partia Jarosława Kaczyńskiego nie zgarnie całej puli, a sporą jej część na lekko.
 
Guy